Autor Wątek: Kaci polskich patriotów  (Przeczytany 2615 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

p1tereQ

  • Gość
Kaci polskich patriotów
« dnia: Grudzień 19, 2010, 19:01:43 pm »
Wielu z katów polskich patriotów z okresu komunistycznego żyje i ma się niebywale dobrze. Dzieje się tak, bo otrzymują po kilka tysięcy złotych z emerytur resortowych za wybitne zasługi dla Polski. Nie, to wcale nie jest kłamstwo. To jest smutna prawda, kaci którzy zamordowali bestialsko Witolda Pileckiego siedzą w ciepłych i bezpiecznych domach, kiedy Polscy patrioci, byli żołnierze AK głodują. Czy to jest rzeczywistość jaką pragnęli nasi przodkowie? Czy tak właśnie wyobrażali sobie Polskę o jaką oddawali życie?

W tym artykule przeczytacie życiorysy nieznanych do tej pory morderców, polakobójców z UBe.

Cytuj
Jeden z oprawców, którzy w stalinizmie wykonywali wyroki śmierci na polskich patriotach, do dziś pobiera wysoką emeryturę.

W latach 1944 – 1956 w więzieniu przy ul. Rakowieckiej stracono ponad tysiąc osób. Wiele z nich było ofiarami Piotra Śmietańskiego i Aleksandra Dreja. Ustaliliśmy, że obaj już nie żyją. Innemu seryjnemu zabójcy z więzienia w Kielcach i Radomiu, płk. Wacławowi Ziółkowi, III RP płaci co miesiąc cztery tys. złotych.

W latach 1945-50 Piotr Śmietański był na Mokotowie dowódcą plutonu egzekucyjnego. Sądząc z podpisów na protokołach wykonania wyroków śmierci – ledwo piśmienny. W praktyce żadnego plutonu nie było. Zabijał tylko on.  Miał jedną, wypróbowaną metodę – zabijał strzałem w tył głowy, metodą sowiecką. W ten sposób zostali zamordowani polscy oficerowie w Katyniu. Zabijał żołnierzy AK, NSZ, WiN, działaczy niepodległościowych – wszystkich, którzy nie podobali się “ludowej” władzy (...)

Jednak Aleksander Drej na darmo by nie przyjeżdżał. Minęło kilka godzin i w towarzystwie innych funkcjonariuszy więziennych wyprowadził trzech żołnierzy Niepodległej na zaplecze płońskiego aresztu. Było kilka minut przed trzecią w nocy. Konwój zatrzymał się przy należącej do zakładu karnego chlewni. Tu Drej otworzył do niewinnych ogień. Najpierw posłał do nich serię z karabinu, potem wyciągnął pistolet i dobijał każdego strzałem z pistoletu w głowę. Teraz trzeba było zabitych “pochować”. Nie namyślając się wiele wrzucił ich ciała do dołu, wyżłobionego przez strumień gnoju i błota, wylewających się z chlewni. Aby żaden ślad nie pozostał, przykrył trupy ROAK-owców jeszcze jedną warstwą gnojówki. Plan faktycznie powiódłby się, gdyby nie świadek, przyjaciel jednego z zamordowanych, który widział całe zdarzenie z okna celi."

Warto przeczytać artykuł, a szczególnie zapamiętać nazwiska i zdjęcia oprawców.

Cześć pamięci polskim bohaterom, bohaterom zapomnianym i nieznanym. Cześć ich pamięci!
« Ostatnia zmiana: Grudzień 19, 2010, 19:02:07 pm wysłana przez p1tereQ »