Autor Wątek: Oszukane pokolenie  (Przeczytany 3565 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

smiechu

  • Stowarzyszenie
  • Wiadomości: 798
  • Płeć: Mężczyzna
Oszukane pokolenie
« dnia: Październik 06, 2012, 20:40:54 pm »
O moim pokoleniu.
Za onet.pl:

Na początku lat 80. narodziło się w Polsce pokolenie wielkiego wyżu demograficznego. Gdy w wieku 18-19 lat zdawało maturę i zaczynało studia, padło ofiarą oszustwa edukacyjnego. Teraz tyra, jeśli ma szczęście mieć pracę. Tak, to o Was. Dziś macie ok. 30 lat i należycie do oszukanego pokolenia. - To pokolenie nie umiało wybrać, a my nie umieliśmy doradzić - mówi były szef MEN Mirosław Sawicki o sobie i innych ministrach.


Na początku lat 80. narodziło się w Polsce pokolenie wielkiego wyżu demograficznego. Gdy w wieku 18-19 lat zdawało maturę i zaczynało studia, padło ofiarą oszustwa edukacyjnego. Teraz tyra, jeśli ma szczęście mieć pracę. Tak, to o Was. Dziś macie ok. 30 lat i należycie do oszukanego pokolenia. - To pokolenie nie umiało wybrać, a my nie umieliśmy doradzić - mówi były szef MEN Mirosław Sawicki o sobie i innych ministrach.

Nadszedł czas magistrów na bezrobociu lub piastujących piękne z nazwy stanowiska merchandiserów w Biedronce, gdzie wykładają kefir i chleb na półki. Tak, to o Was! Wy, którzy jeszcze ok. 10 lat temu, gdy szliście na uczelnie, byliście przekonani, że może nie zawojujecie świata, ale będziecie żyć wygodnie.

Dziś możecie powtarzać za Adasiem Miauczyńskim z "Dnia Świra": - Szkoła poetów, Dżizus, kur…, ja pier…! Przez pięć lat stron tysiące, młodość w bibliotekach. A potem bida, bida i rozczarowanie!

A przecież rodzice tłukli do głowy: - Idź dziecko na studia, magister przecież znajdzie pracę. Oszukane pokolenie poszło studiować. I co z tego? Często tylko "oburzenie" albo "wkur…".

Być jak yuppie

Od połowy lat 90. uczelnie zaczęły się cieszyć rosnącym wzięciem. Bo wyż. Bo po 10 latach od upadku komuny czuć było w Polsce powiew Europy. Bo polski kapitalizm, choć wyrosły z postkomunistycznych korzeni, zdawał się dawać szansę na życie w luksusie. Bo polscy yuppies, młodzi na początku lat 90. i już bogaci, okrzepli i pokazywali co znaczy blichtr.

Dlaczego młodzi z wyżu demograficznego mieliby nie chcieć jeździć nowym BMW? Dlaczego mieliby się pozbawiać aspiracji i życia na poziomie tych, którzy byli już menedżerami, dyrektorami i członkami zarządów? Chcieli. To naturalne.

Lata 1997-1998 dawały nadzieję na cywilizacyjny skok: bezrobocie rekordowo niskie (wtedy 10 proc., a dziś statystycznie ok. 13 proc., a realnie nawet 15 proc.). Niestety w gospodarce tąpnęło. Wystarczyły cztery lata, a co piąta osoba - brutalnie mówiąc - w wieku produkcyjnym, była bez etatu (aż 20 proc.). Bezrobocie w 1997 r. wyniosło 10,3 proc., a w kolejnych latach pięło się w górę. Rok 1998 był jeszcze optymistyczny - jedynie 10,4 proc. 1999 r. - 13,1 proc. 2000 r. - 15,1 proc. 2001 r. - 17,5 proc. 2002 i 2003 r. - aż 20 proc.

Wydawało się jednak, że jest recepta na rosnące bezrobocie - sposób na to, by w ciężkich czasach jednak osiągnąć sukces. - Idź dziecko na studia - mówili rodzice.

Ten sposób to właśnie tytuł magistra i wyższe wykształcenie! I zaczęła się, jak mówi Onetowi jeden z ministrów edukacji z tamtego czasu, "bonanza edukacyjna".

Tylko cicho podpowiadał wtedy głos rozsądku: nie wszystkie studia są dobre, a w zasadzie tylko niektóre są dobre. Ale co tam! W modzie było zarządzanie i marketing, bo kto nie chciałby być prezesem? I jeszcze pedagogika, bo nauczyciel to szanowany zawód, do tego z przywilejami. Turystyka też, bo te studia to rekreacja. I inne - lekkie.

Boom na studia

W tym boomie strzelających było wielu, bo wyż demograficzny - pokaźny. Żywych urodzeń - jak bezceremonialnie nazywa tę statystykę GUS - było: 1970 r. - 548 tys. A w kolejnych latach: 564 tys., 578 tys., 601 tys., 624 tys., 646 tys., 673 tys., 665 tys., 669 tys., 691 tys., 696 tys., 682 tys., 705 tys., 724 tys., 702 tys., 680 tys., 637 tys., 608 tys., 590 tys., 564 tys., 548 tys. Dla porównania w 2011 r. było ich raptem 391 tys. - niemal dwa razy mniej niż w szczytowym 1983 r.!

Ten wyż z przełomu dekad po ok. 20 latach zgodnie przekroczył progi uczelni. Bieg po mgr przed nazwiskiem widać w liczbach. W 1990 r. w Polsce studiowało raptem 400 tys. osób. 10 lat później było ich już ponad 1,5 mln! Rekord padł w 2005 r., gdy na uczelniach gnieździło się ich 1,95 mln.

 Uczelnie wyszły naprzeciw oczekiwaniom studentów. W nagłówkach gazet brzmiały takie informacje: edukacja religijna to nowa specjalizacja, którą zaproponuje studentom pedagogiki filia Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie; ośrodek zamiejscowy Uniwersytetu Adama Mickiewicza powstanie w Kościanie; siedem osób będzie walczyło o jedno miejsce na studiach z pedagogiki specjalnej; Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna we Włocławku uruchamia Studium Przygotowania do Życia w Rodzinie i Wychowania Seksualnego; Uniwersytet Łódzki w wielu przypadkach zwiększa limity przyjęć - na filologii klasycznej postanowiono przyjąć 57 osób na 15 miejsc. I można by tak wyliczać dalej.

Boom podsycany był przez perspektywę wejścia Polski do Unii Europejskiej, otwarcia rynków pracy Zachodu, możliwości wyjazdu, ale nie na zmywak tylko na stanowiska w korporacyjnych biurach.

Liczba studentów rosła. Bezrobocie też. Ale przecież studia, to gwarancja sukcesu zawodowego - można było myśleć - tylko odroczonego o 5 lat.

Bezrobocie sięgnęło 20 proc., a w prasie pojawiały się głosy studzące zapał do bycia magistrem czegokolwiek na jakiejkolwiek uczelni. "Gazeta Wwyborcza" zwracając się do maturzystów, podkreślała już na wstępie: "Najpierw ważna wiadomość: wyższe wykształcenie nie zapewnia już dziś automatycznie dobrej pracy".

Turystyka i rekreacja? 13 osób na jedno miejsce

Ale machina taśmowo produkująca magistrów gnała na oślep. Z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego wydobyliśmy dane o kierunkach najbardziej pożądanych przez sam czubek wyżu demograficznego.

W 2001 r. najbardziej oblegane na uczelniach publicznych były: turystyka i rekreacja (13,6 kandydata na jedno miejsce); psychologia (9,1), oceanografia (8,8); dziennikarstwo i komunikacja społeczna (5,9); administracja (5,0); finanse i bankowość (5,0); stosunki międzynarodowe (5,0); politologia (4,9).

A w 2002 r.: psychologia (11,3); dziennikarstwo i komunikacja społeczna (7,4); turystyka i rekreacja (6,4); politologia (5,5); stosunki międzynarodowe (6,0); socjologia (5,5); architektura i urbanistyka (5,3); gospodarka przestrzenna (4,9); administracja (4,8); kulturoznawstwo (4,7).

Z kolei w 2003 r.: psychologia (13,2); rzeźba (10,5); realizacja obrazu filmowego, telewizyjnego i fotografia (9,2); reżyseria (8,7); dziennikarstwo i komunikacja społeczna (7,5); turystyka i rekreacja (8,5); architektura i urbanistyka (6,7); socjologia (6,4); politologia (6,3); stosunki międzynarodowe (6,2).

W tym czasie wybuchło prywatne szkolnictwo wyższe. W 1995 r., gdy początek wyżu zaczął wchodzić w dorosłe życie, uczelni prywatnych było w Polsce 80. 10 lat później (w 2005 r.), gdy wyż kandydatów na studentów się kończył, aż 315. Widać przełożenie na liczbę studenckich "głów". W 2000 r. przybyło ponad 50 tys. studentów uczelni prywatnych - do 472 tys. Potem z każdym rokiem przybywało ich od 17 do 39 tys. Rekord padł w 2007 r. - uczelnie prywatne miały wtedy 660 tys. żaków.

Uczelnie publiczne też kształciły w - popularnych na prywatnych - trybach niestacjonarnych. W 1999 r. studiowało tak na "państwowym" 404 tys. osób. A w kolejnych latach: 452 tys., 485 tys. 491 tys. 493 tys. Tymczasem w 2011 r. było to 360 tys.

Zarządzanie i marketing? 250 tys. studentów!

Informacja, że o miejsce na kierunku realizacja obrazu filmowego ubiegało się 10 osób jest myląca. Dlaczego? Bo tego kierunku nie ma wśród najczęściej studiowanych. Dopiero statystyki najczęściej studiowanych kierunków szokują.

W 2002 r. najpopularniejsze były: zarządzanie i marketing (aż 252 tys. studentów!). - To jakaś horrendalna liczba. Wiadomo było, że dla dużej części z tych osób nie będzie pracy w zawodzie - mówi Onetowi Mirosław Sawicki, minister edukacji z lat 2004-05. Dalej były pedagogika (146 tys.), potem ekonomia (124 tys.), administracja (92 tys.), informatyka (62 tys.), prawo (59 tys.), finanse i bankowość  (56 tys.), politologia i nauki społeczne (53 tys.), filologia obca (49 tys.), mechanika i budowa maszyn (46 tys.), budownictwo (35 tys.), filologia polska (33 tys.). Trzynastkę zamykała socjologia (29 tys.). Wniosek: w 2002 r. co siódmy student studiował zarządzanie i marketing! A co dziesiąty pedagogikę!

W kolejnym roku (2003) było podobnie: zarządzanie i marketing - 218 tys. studentów, a pedagogika - 151 tys.

Ale są i statystyki bardziej szokujące - z dwoma słowami-kluczami: zarządzanie i marketing. W roku akademickim 2002/03 nawet na uczelniach rolniczych aż 9 proc. studentów było na zarządzaniu i marketingu! A na studiach wieczorowych i zaocznych uczelni publicznych co piąty studiował zarządzanie! A na uczelniach zawodowych? Aż 13 proc. na, to oczywiste... zarządzaniu. Na uczelniach morskich: 22,7 proc. na zarządzaniu. A na uczelniach niepublicznych? Dominowało zarządzanie i marketing - aż 28 proc.

- W 2002 r. krzyczałam, że specjalistów od zarządzania mamy na 20 lat - mówi dziś Onetowi była minister edukacji Krystyna Łybacka. Na próżno. Za cicho?

A efekt? Dziś wielu magistrów zarządzania i marketingu zarządzać może jedynie kolejką w urzędzie pracy. Z kolei pedagodzy, choć pracują (przy tablicy) na tle Europy najmniej, a jest ich aż 660 tys., już są masowo zwalniani - od września nie ma pracy dla 7 tys. z nich. Świeżo upieczeni muszą szukać pracy poza zawodem.

Statystyki są bezlitosne. Aktualnie w Polsce mamy najwięcej w historii bezrobotnych osób z wyższym wykształceniem. Ile dokładnie? 216 tys. Co dziesiąty Polak bez pracy ma dyplom w kieszeni. A w Warszawie - nawet co czwarty! Jak informuje Onet Bartłomiej Banaszak, Rzecznik Praw Absolwenta, istotna jest informacja, że bezrobocie wśród absolwentów z ostatnich 5 lat wynosi 14 proc.
"Ojczyznę kocha się nie dlatego, że wielka, ale dlatego, że własna" - Seneka

"Prawda jest tyle warta ile ust zechce ją powtórzyć" - Proletaryat - Prawda

Nie myli się tylko ten, co nic nie robi...

Czarna

  • Czytelnik
  • Wiadomości: 241
  • Płeć: Kobieta
Odp: Oszukane pokolenie
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 12, 2012, 17:39:43 pm »
Witam! Ciekawy tekst.  Uważam, że nie tylko Twoje pokolenie zostało oszukane, ale wiele młodych ludzi, począwszy od waszego pokolenia. To co się teraz dzieje naa rynku pracy w głowie się nie mieści. Zawsze mówiono, że wykształcenie jest ważne i potrzebne w znalezieniu pracy. Swoje lata młodości przeznaczało się na edukację by ten czas zaprocentował w przyszłości, a rzeczywistość jest niestety inna bardziej brutalna. Czy masz wysokie wykształcenie czy nie to i tak nie znajdziesz dobrze opłacalnej pracy ( bo jakaś się znajdzie czasem). Zauważałam też że szybciej pracę zajadzie osoba po technikum czy zawodówce bo ma doświadczenie.

Jestem z młodszego pokolenia niż twoje, ale też jestem rozczarowana zastanym stanem rzeczy. Jestem po studiach świeżo upieczoną absolwentką, ale praca którą wykonuje nie jest tym co chciałam osiągnąć, liczyłam na coś więcej. Żadna praca nie hańbi i zawsze jest nadzieja na zmiany.
Żadne miejsce nie powinno być dla ciebie milsze od ojczyzny.
-CYCERON -

LWÓW1939

  • Czytelnik
  • Wiadomości: 591
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Oszukane pokolenie
« Odpowiedź #2 dnia: Październik 13, 2012, 17:53:37 pm »
To weżcie się do działania,pogońcie tych aferzystów a nie wybierajcie między złym a jeszcze gorszym.Skreślajcie całą czwórkę na wszystkich wyborczych listach Głosujcie na ludzi myślących i patriotycznych a w końcu sami zacznijcie brać czynny i bierny udział w wyborach.Płacz nic nie zmieni. Przyczyna nie jest brak pracy jest brak zakładów jak by nie liczyć za tzw komuny zatrudnienie miało ok 17 milionów Polaków a dzisiaj  sami wiecie. 
Wciąż ta sama na sercu troska:Że tam gdzieś zostały trzy ziemie:Wileńska,Wołyńska i Lwowska.Jak w  nowych Księgach Pielgrzymstwa,.Genesis naszego tułactwa:Trzy ziemie, trzy ofiary największego na świecie łajdactwa

Czarna

  • Czytelnik
  • Wiadomości: 241
  • Płeć: Kobieta
Odp: Oszukane pokolenie
« Odpowiedź #3 dnia: Luty 13, 2013, 22:13:02 pm »
Nim pogoni się tych jak to nazwałeś aferzystów to trochę wody w rzece upłynie. Łatwo powiedzieć zróbcie coś, ale trudniej jest to właśnie zrobić. W sumie zawsze trzeba próbować, i mieć nadzieje na lepsze jutro. Dlatego też chodzę na wszystkie możliwe wybory i mam prawo mieć pretensje i mieć większe prawo do niezadowolenia niż ci co nic z tym nie zrobili i narzekają.
Niestety bądź "stety" mamy demokrację nawet jak My młodzi zagłosujemy na ludzi myślących, patriotów to większość starszego społeczeństwa będzie popierać swoich starych, znanych faworytów a młodych skreśla bo za młody, za głupi co on wie ?

Taki sam jest zauważalny paradoks wśród pracodawców. Poszukują do pracy młodych i z doświadczeniem. Ciężko mieć w młodym wieku jedno i drugie.
Żadne miejsce nie powinno być dla ciebie milsze od ojczyzny.
-CYCERON -

Zolkiewski

  • Administrator
  • Wiadomości: 20
  • Płeć: Mężczyzna
    • Wierni Ojczyźnie
Odp: Oszukane pokolenie
« Odpowiedź #4 dnia: Kwiecień 22, 2013, 23:57:58 pm »
Gdyby chociaż 10% społeczeństwa staneła do walki to szanse na powodzenie byłyby ogromne. Ale wbrew zdrowemu rozsądkowi woleli pozostawić sprawy "biegowi czasu".

Nasi przodkowie, wybierając powstania narodowe, myśleli zgoła inaczej od współczesnych leniwych, młodych komformistów.

Czarna

  • Czytelnik
  • Wiadomości: 241
  • Płeć: Kobieta
Odp: Oszukane pokolenie
« Odpowiedź #5 dnia: Kwiecień 30, 2014, 01:20:27 am »
Nie ma co porównywać powstań narodowych naszych przodków do wyborów. To dwa całkiem różne tematy.
Żadne miejsce nie powinno być dla ciebie milsze od ojczyzny.
-CYCERON -