Autor Wątek: 65 lat temu, 25 maja 1948 roku, został stracony rtm Witold Pilecki.  (Przeczytany 1884 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

LWÓW1939

  • Czytelnik
  • Wiadomości: 591
  • Płeć: Mężczyzna
Poza Pamięcią o tym bohaterskim patriocie należy pamiętać kto był winien jego śmierci.Większość tej swołoczy spokojnie żyje w kraju i pobiera wysokie emerytury.                                                                                                                            65 lat temu, 25 maja 1948 roku, został stracony rtm Witold Pilecki.                                                                                   Za co skazano go na śmierć?
 Dwukrotną karę śmierci otrzymał za działalność szpiegowską na rzecz obcego państwa. Został skazany z artykułu 7 dekretu o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa oraz z artykułu 13 tegoż dekretu - za rzekome planowanie zamachów na czołowych funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Podczas procesu, przyznając się do kierowania zorganizowaną przez siebie siatką wywiadowczą, Witold Pilecki wyraźnie wskazał jednak, iż jego celem nie było działanie na zlecenie obcego państwa, tylko na rzecz państwa polskiego. Był bowiem oficerem Wojska Polskiego - 2 Korpusu.

Jakie obce państwo miał na myśli oskarżyciel?
Reklama

- Polski rząd na emigracji był traktowany przez władze komunistyczne jako agenda wywiadowcza Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Ten pogląd tak się utrwalił, że jeszcze w 1989 roku, gdy prezes Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem wystąpił o anulowanie wyroku wydanego na Pileckiego, Naczelna Prokuratura Wojskowa stwierdziła, że nie ma podstaw do wycofania zarzutu o szpiegostwo.

Jakie materiały i informacje przekazywała do 2 Korpusu grupa Pileckiego?

- Zbierała informacje z różnych dziedzin - gospodarczej, społecznej, politycznej, dotyczące struktur legalnych i nielegalnych, m.in. PSL i konspiracyjnego PPS-WRN. Pileckiemu dostarczali wiadomości m.in. byli żołnierze AK i członkowie Delegatury Sił Zbrojnych. Zbierano także informacje dotyczące resortu bezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę działalność agenturalną osób, które je dostarczały, należy domniemywać, iż były one jednak wcześniej specjalnie preparowane przez MBP.

Dość częstą praktyką w tamtym czasie było oskarżanie o przestępstwa niepopełnione. Czy z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku Pileckiego i jego grupy?

- Trzeba w tym miejscu powiedzieć o grze operacyjnej resortu bezpieczeństwa. Siatka Witolda Pileckiego była przedmiotem takiej gry co najmniej przez kilka miesięcy poprzedzających aresztowania.

- Już we wrześniu 1946 roku Tadeusz Płużański, jeden z członków siatki Pileckiego, nawiązał kontakt z człowiekiem posługującym się dwoma nazwiskami - Stanisław Kuchciński i Stanisław Żakowski (oraz pseudonimami: "Bigiel", "Podkowa", "Brzeszczot" i "Leszek"), który od wiosny 1945 r. był członkiem siatek wywiadowczych - najpierw Obszaru Centralnego Delegatury Sił Zbrojnych, a następnie Zrzeszenia WiN. Według wszelkiego prawdopodobieństwa był on oficerem operacyjnym resortu bezpieczeństwa na tzw. nielegalnym etacie.

- Od tego momentu siatka Pileckiego zaczęła być rozpracowywana. Dwóch jej członków: Tadeusz Płużański oraz Makary Sieradzki, znalazło się pod stałą obserwacją funkcjonariuszy komunistycznej "bezpieki". Co znamienne, ów oficer operacyjny MBP w końcu roku 1946 zaczął poprzez Płużańskiego sugerować Pileckiemu konieczność przeprowadzenia akcji likwidacyjnych czołowych funkcjonariuszy MBP. Trudno nie uznać tego za prowokację szczególnie groźną w kontekście wiedzy na temat broni zachowanej przez Pileckiego. Stwarzało to idealną wręcz możliwość włączenia zarzutu dotyczącego przygotowywania zamachów do aktu oskarżenia. I tak też się stało. Chciano bowiem pokazać grupę Pileckiego nie tylko jako siatkę szpiegowską, ale i terrorystyczną.

Czy Pilecki dał się sprowokować?

- Nie, odrzucił podsuwane mu sugestie dokonywania zamachów. Uważał, że ma do wypełnienia inną misję - wywiadowczą, która została precyzyjnie określona przez dowództwo 2 Korpusu. Nie przewidywała ona działalności dywersyjnej. Zachowanie broni przez Pileckiego wynikało bardziej z kwestii sentymentalnych niż bojowych.

Dlaczego w maju 1947 roku przerwano grę operacyjną, dokonując aresztowań członków grupy Pileckiego?

- Najprawdopodobniej zaszło coś, czego do końca nie wiemy i co zdecydowało, że siatkę trzeba było rozbić. Mimo że cel gry operacyjnej - opanowanie tras przerzutowych na Zachód i wprowadzenie tą drogą agentury do 2 Korpusu - nie został osiągnięty.

- Być może dwaj agenci, którzy dostarczali informacji o siatce, na skutek "zwinięcia" w styczniu 1947 r. przez MBP III Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN, zostali zagrożeni dekonspiracją. W tej sytuacji resort bezpieczeństwa zmuszony był zrobić wszystko, by zapobiec ewentualnej ucieczce Pileckiego i jego ludzi z kraju. Stanisław Kuchciński tymczasem "rozpłynął się". Miał on rzekomo zostać zabity podczas likwidacji grupy Pileckiego, co należy odczytywać jako typowe "przykrycie" agentury.

- 30 kwietnia 1947 roku Kazimierz Czarnocki, agent który rozpracowywał III Zarząd Zrzeszenia WiN, przygotował notatkę dla swych mocodawców informującą także o siatce "Witolda", o tym kim są jej członkowie i kim jest "Witold". Czarnocki został już zdekonspirowany przez Wincentego Kwiecińskiego - prezesa III ZG Zrzeszenia WiN. I on także, wyprowadzony z kombinacji operacyjnej, przepadł bez śladu.

- Witold Pilecki został aresztowany 8 maja 1947 roku, najprawdopodobniej na ulicy. Od razu zawieziono go do gmachu MBP przy Koszykowej. W tym czasie - bez jego udziału - dokonano też pierwszej rewizji w jego mieszkaniu przy ul. Skrzetuskiego, rekwirując ponad 90 stron dokumentacji organizacyjnej. Co warte odnotowania, protokół rewizji osobistej Pilecki podpisywał jeszcze konspiracyjnym nazwiskiem - Roman Jezierski, podczas gdy pierwszy protokół przesłuchania zawierał już jego pełne dane. Aresztujący go funkcjonariusze bezpieki wiedzieli więc dokładnie z kim mają do czynienia.

Jaką postawę przyjął Pilecki w śledztwie?

- Czytałem wiele protokołów śledztw prowadzonych przez resort bezpieczeństwa w tym czasie i nie natrafiłem na przypadek, by ktoś z aresztowanych milczał. Oznaczało to bowiem nic innego jak tylko szybkie zakatowanie na śmierć. Witold Pilecki był przeszkolonym oficerem wywiadu i już podczas pierwszego przesłuchania musiał zorientować się co do zakresu wiedzy o nim i jego współpracownikach, jaki już posiadają śledczy. Podjął więc grę z nimi, którą można nazwać taktyką "wypalania śledztwa".

- Uznał, że należy pokazać "dobrą wolę" i skierować uwagę śledczych na to, co oni i tak już wiedzieli lub co znajdowało się, dzięki przejętym materiałom i dokonanym aresztowaniom, dosłownie w zasięgi ich ręki. Dlatego poinformował o skrytce w jego domu, w której były materiały związane z działalnością siatki wywiadowczej. O swojej współpracowniczce Marii Szelągowskiej mówił podczas pierwszego przesłuchania jako o pomocy kancelaryjnej, która przepisywała meldunki, podczas gdy była ona etatowym pracownikiem wywiadu. Starał się ewidentnie pomniejszyć jej rolę.

- Podczas pierwszych przesłuchań Pilecki nie mówił nic o trasach przerzutowych. Starał się wyraźnie bagatelizować swoją działalność - mówił wręcz o pozorowaniu pracy wywiadowczej. Oczywiście, mogły powstać różne opinie na temat zakresu informacji, jakich udzielał. Według doniesień agenta celnego Płużański żalił się jednego dnia na Pileckiego, że mówi za dużo. Ale w kilka dni później ten sam agent donosi, że Płużański twierdzi: ze strony Pileckiego toczy się gra, a ujawniane informacje i tak zostałyby pozyskane przez śledczych. Trzeba dodać, że funkcjonariusze MBP starali się rozgrywać aresztowanych członków grupy Pileckiego przeciw sobie, informując jednego, że drugi powiedział o nim wszystko. Tymczasem część ich wiedzy pochodziła przecież od wspomnianych agentów.

Procesy przed komunistycznymi sądami miały być propagandowymi spektaklami. Jaki cel chciano osiągnąć w przypadku Pileckiego i jego współpracowników?

- Poza tym, że proces przedstawiał ich jako grupę szpiegowską i terrorystyczną, działającą na szkodę tzw. demokracji ludowej, oskarżeni powinni dodatkowo w ramach tego spektaklu potępić siebie i osoby, z którymi współpracowali. I do takiej roli był również namawiany Witold Pilecki.  Nie zgodził się na to. Agent osadzony w celi donosił wprost, że Pilecki stwierdził, iż nie odegra roli Jana Rzepeckiego. Nie będzie potępiał swojej działalności niepodległościowej, nie będzie się kajał przed sądem.

Podczas śledztw prowadzonych przez oficerów MBP stosowano taktykę: złóż szczere zeznania, może uratujesz siebie, a przynajmniej swoich współpracowników. Czy zastosowano ją wobec Pileckiego?

- Moim zdaniem nie. To był człowiek o zbyt zasadniczym rozumieniu pojęcia honoru, by pójść na taki układ. Myślę zresztą, że tak czy inaczej zostałby zamordowany. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie na ile jego śmierć była związana z ówczesnym premierem Józefem Cyrankiewiczem i jego rolą w Oświęcimiu. Nie mamy pojęcia, co wiedział o nim Pilecki. Nie indagowano go zresztą zbytnio o działalność w obozie. Pamiętajmy jednak, że akta, z którymi mamy do czynienia, nie muszą stanowić kompletu informacji ze śledztwa.

Jaka jest pana opinia o artykule prof. Andrzeja Romanowskiego, opublikowanym w "Polityce"? Twierdzi on, że Pilecki zeznawał bez przymusu, obszernie, szkodząc swoim współpracownikom, i że poszedł na współpracę ze śledczymi

- Żadne tezy profesora Romanowskiego nie znajdują potwierdzenia w zachowanej dokumentacji oraz relacjach świadków. Są po prostu nieprawdziwe. Dziwę się, jak osoba z tytułem naukowym mogła je sformułować na podstawie kilku stron dokumentów ze śledztwa, podczas gdy podstawowy zespół akt dotyczący Witolda Pileckiego liczy 22 tomy. Do tego trzeba dodać materiały dotyczące działań operacyjnych prowadzonych przez komunistyczną bezpiekę przeciw podziemiu niepodległościowemu - w tym przeciw siatce Pileckiego. Pokazują one m.in. zakres informacji, jakie resort bezpieczeństwa posiadał o niej i jej członkach. Nieprawdą jest, że ujawniając informacje o Marii Szelągowskiej, Pilecki zaszkodził jej w jakikolwiek sposób. Resort bezpieczeństwa  wiedział o udziale Szelągowskiej w siatce. Powtórzę: Pilecki wyraźnie umniejszał jej rolę.

- Nieprawdą jest też, że Pilecki informując o swojej "wtyczce" w MBP (nie podał wówczas żadnych konkretnych danych pozwalających na jej identyfikację), przyczynił się do śmierci tej osoby. Wacław Alchimowicz - bo o nim mowa - został aresztowany 5 maja 1947 r., a więc na cztery dni przed zatrzymaniem Pileckiego i zdążył już do tego czasu złożyć szczegółowe informacje na temat współpracy z jego grupą.

- Dywagowanie czy Pilecki był torturowany czy nie, jest niegodne, wiadomo bowiem, że był torturowany. Mówił o tym on sam, jak również wiele lat później przesłuchujący go funkcjonariusz MBP Chimczak. Przypomnę tylko o pozrywanych paznokciach, o informacji przekazanej żonie, że Oświęcim przy metodach śledztwa stosowanych na Mokotowie to była igraszka.

- Twierdzenie, że Pilecki w śledztwie przyjął łatwo sugestie oficerów MBP jest niczym nieumotywowane. Cały czas toczył z resortem walkę, biorąc całą odpowiedzialność na siebie. Zasadniczy cel, jakim było przejęcie przez resort bezpieczeństwa tras przerzutowych i wprowadzenie do 2 Korpusu agentów MBP, nie został osiągnięty, bo Pilecki nie poszedł na żaden układ ze śledczymi.

Czy są szanse na odnalezienie szczątków Witolda Pileckiego na tzw. Łączce, kwaterze Ł Cmentarza Wojskowego na Powązkach?

- Moim zdaniem tak. W pierwszym etapie ekshumacji wydobyto 118 szkieletów, zidentyfikowano osiem z  nich. Ta identyfikacja pozwala określić czas wykopania jamy grobowej. Tam, gdzie znaleziono szczątki kapitana Stanisława Łukasika "Rysia", na 90 procent są też szczątki majora Hieronima Dekutowskiego "Zapory", ponieważ zostali zamordowani tego samego dnia, 7 marca 1949 roku. Teraz, biorąc za punkt wyjścia tę jamę, chodzi o uchwycenie ciągu chronologicznego, w jakim znajdują się inne jamy. Jeśli na przykład po lewej stronie od niej będą pochówki wcześniejsze, prowadząc ekshumacje w tym kierunku możemy dojść do jamy, w którą 25 maja 1948 roku wrzucono ciało rotmistrza Witolda Pileckiego.
PAP
Wciąż ta sama na sercu troska:Że tam gdzieś zostały trzy ziemie:Wileńska,Wołyńska i Lwowska.Jak w  nowych Księgach Pielgrzymstwa,.Genesis naszego tułactwa:Trzy ziemie, trzy ofiary największego na świecie łajdactwa

Tech

  • Czytelnik
  • Wiadomości: 842
  • Płeć: Mężczyzna
    • wierni-ojczyznie.pl
Odp: 65 lat temu, 25 maja 1948 roku, został stracony rtm Witold Pilecki.
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 25, 2013, 21:56:40 pm »
I pewno dlatego komuniści, jak za dawnych lat publikują paszkwile ze swoich UBeckich archiwów w swoim tygodniku Polityka piórem

Po tekście "Polityki" o Pileckim: "Wielu ludziom przeszkadza tworzący się typ wartości wzorowany na etosie żołnierzy podziemia niepodległościowego"

Witold Pilecki zginął zabity przez komunistów o 21:30 65 lat temu.
Potrzeba nieustannej odnowy umysłów i serc, aby przepełniała je miłość i sprawiedliwość, uczciwość i ofiarność, szacunek dla innych i troska o dobro wspólne, szczególnie o to dobro, jakim jest wolna Ojczyzna - Jan Paweł II

smiechu

  • Stowarzyszenie
  • Wiadomości: 798
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: 65 lat temu, 25 maja 1948 roku, został stracony rtm Witold Pilecki.
« Odpowiedź #2 dnia: Maj 26, 2013, 20:16:19 pm »
A PO jest na rękę taka obraza uczuć patriotycznych bo wiadomo że uderzają w PiS...
"Ojczyznę kocha się nie dlatego, że wielka, ale dlatego, że własna" - Seneka

"Prawda jest tyle warta ile ust zechce ją powtórzyć" - Proletaryat - Prawda

Nie myli się tylko ten, co nic nie robi...

arkadio

  • Czytelnik
  • Wiadomości: 2
Odp: 65 lat temu, 25 maja 1948 roku, został stracony rtm Witold Pilecki.
« Odpowiedź #3 dnia: Lipiec 18, 2013, 07:59:45 am »
Rotmistrza Pileckiego obciążyły zeznania jego bliskiego współpracownika Tadeusza Płużańskiego, który został aresztowany 6 maja 1947 roku. Płużański składał obszerne zeznania jeszcze przed aresztowaniem Pileckiego, które nastąpiło dopiero dnia 8 maja 1947 roku. Napisał o tym historyk dr Adam Cyra w artykule pt. "Witold Pilecki w rękach UB".
Odnośnik do artykułu:
http://sol.myslpolska.pl/2013/06/witold-pilecki-w-rekach-ub

Fragment artykułu:
"Rotmistrz znalazł się w sytuacji bez wyjścia, ponieważ funkcjonariusze UB wiedzieli o nim bardzo wiele, w czym mogły im pomóc również obszerne zeznania Tadeusza Płużańskiego na temat „Witolda” przed jego zatrzymaniem, których protokóły są opatrzone datami 6, 7 i 8 maja 1947 r. W zeznaniach tych Płużański podał: „W początkach lipca 1946 r. w mieszkaniu u Sieradzkich, ul Pańska nr 85 m. 9, skontaktowałem się z „Witoldem” (Akta procesowe Pileckiego, t. 1, k. 182). Podczas przesłuchań Tadeusz Płużański nie podał jednak prawdziwego nazwiska „Witolda”, lecz wspomniał tylko, że przebywał on w KL Auschwitz pod nazwiskiem: Tomasz Serafiński (Akta procesowe Pileckiego, t. 1, k. 189). Nadto Płużański zeznał już podczas przesłuchania w dniu swojego zatrzymania przez funkcjonariuszy UB: „Z „Witoldem” ostatnio miałem spotkanie w dniu 6 maja 1947 r. w Warszawie na ul. Pańskiej 85 m. 9 u Sieradzkich. (…) Dojście do „Witolda” mam jedynie przez Sieradzkich, którzy znają go kilka lat i wyrażają się o nim jako o człowieku porządnym i uczciwym” (Akta procesowe Pileckiego, t. 1., k. 172 i 173)."


Płużański po aresztowaniu, w zeznaniach obciążył całą winą Witolda Pileckiego za przygotowanie zamachów na wysokich funkcjonariuszy MBP, do których nakłaniał Kuchciński w raporcie podpisanym ps. „Brzeszczot”. Płużański zeznał, że:
  • na żądanie Pileckiego zbierał dane o pracownikach zatrudnionych w MBP w celu ewentualnej likwidacji;
  • Pilecki zna ludzi, którzy wykonają akcję likwidacyjną ścisłego kierownictwa MBP;
  • Pilecki ma dostęp do broni zmagazynowanej przez Batalion "Chrobry II";
  • Pilecki ma sam się zająć sprawą likwidacji ludzi z MBP;
  • nie otrzymał żadnych poleceń od „Witolda”, które dotyczyły likwidacji pracowników MBP.
Tutaj przedstawiam tekst źródłowy:
"Po aresztowaniu T. Płużański, (…) ujawnił co następuje: Zwróciłem się do „Andrzeja” z prośbą o podanie danych o pracownikach MBP na żądanie „Witolda”. „Witold” spodziewał się iż nadejdzie odpowiedź od ośrodków emigracyjnych z zagranicy, między innymi również w sprawie zawartego w raporcie „Brzeszczota” projektu likwidacji czołowych pracowników MBP. Istniała możliwość odpowiedzi pozytywnej lub negatywnej i licząc się z odpowiedzią pozytywną „Witold” polecił mi zbierać w/w dane celem ewentualnej likwidacji tych ludzi. (…) Zimą 1946 r. „Leszek” zwrócił się do mnie z zapytaniem, czy są ludzie, którzy wykonaliby zamierzoną likwidację ludzi z MBP. Odpowiedziałem mu, iż muszę w tej sprawie poinformować się człowieka, któremu raport doręczyłem (miałem na myśli „Witolda”). W rozmowie z „Witoldem” powtórzyłem mu pytania zadawane przez „Leszka”, otrzymałem odpowiedź, iż ludzi do likwidacji pracowników MBP on będzie mógł sam dostarczyć. Rozmowa powyższa miała miejsce pod koniec 1946 r. na ul Pańskiej w mieszkaniu „Witolda”. Podczas tej lub którejś z następnych rozmów „Witold” wspomniał mi, że zna kogoś, kto w okresie okupacji dokonywał likwidacji osób, na które wydała wyrok organizacja podziemna. Przypuszczam iż tę osobę miał na myśli, gdy mówił o ludziach , którzy mogliby i obecnie wykonywać wyroki (nazwiska tej osoby nie podał). Odnośnie do broni była mowa jeszcze w początku jesieni 1946 r., iż ma on dostęp do broni zmagazynowanej przez Batalion „Chrobry II” byłej AK z okresu upadku powstania. (…) Nie otrzymałem od „Witolda” żadnych dyspozycji, które dotyczyłyby udziału mego w likwidacji pracowników MBP. Sprawą likwidacji miał się zająć „Witold” (…).""
Cytat z W: Wiesław Jan Wysocki: Rotmistrz Pilecki. Warszawa: GRYF, 1994, s. 137-138. ISBN ISBN 83-85209-42-5 83-85521-23-2.

Funkcjonariusze MBP poprzez agenta w celi uzyskali od T. L. Płużańskiego informacje o tym, że zna prawdziwe nazwisko Pileckiego oraz że był on jednym z najzdolniejszych oficerów wywiadu Andersa.

Poniżej tekst źródłowy:
"Śledztwo przenoszono do celi, posługując się konfidentami, którzy - jeśli udało im się zdobyć zaufanie więźnia – znakomicie ułatwiali przesłuchującym funkcjonariuszom ich pracę. W materiałach operacyjnych zachowały się tzw. wyciągi ze streszczenia, czyli anonimowe donosy kapusiów z cel Płużańskiego i Szelągowskiej. „Wyciąg” z 3 czerwca informuje, że Płużański zna nazwisko Pileckiego, ale ponieważ temu zaprzeczył, nie chce dalej tego ujawniać. „Serafiński" ma być jednym z najzdolniejszych oficerów wywiadu Andersa i Płużański przypuszcza, że też został aresztowany. Konfident donosił, iż obserwowany współwięzień jest bardzo zaniepokojony faktem, iż długo nie był wzywany na przesłuchanie i obawia się aresztowania „Jadwigi”, która mogłaby go obciążyć.""

Cytat z: W. Wysocki "Rotmistrz Pilecki", WOW "GRYF", 1994, ISBN 83-85209-42-5, s. 150.



« Ostatnia zmiana: Lipiec 18, 2013, 20:16:51 pm wysłana przez arkadio »