Autor Wątek: Tragiczna rocznica 17 IX 1039 r  (Przeczytany 1348 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

LWÓW1939

  • Czytelnik
  • Wiadomości: 591
  • Płeć: Mężczyzna
Tragiczna rocznica 17 IX 1039 r
« dnia: Wrzesień 18, 2013, 21:49:44 pm »

 

„Ich wkroczenie było koszmarne. Schodzili z gór ze wszystkich stron, było ich tysiące, brudni, w długich, postrzępionych, nieobrębionych płaszczach, szli w bezładzie. Z daleka wyglądali jak robactwo. Wydawało się nam, że zwalił się na nas brud całego świata” – zapamiętała wejście do Borysławia armii sowieckiej we wrześniu 1939 r. Alina Kowalska.




Wyzwalają się krępowane od wieków w piersiach ludzkich złe instynkty, pękają wewnętrzne więzy i to, co do dziś zwało się niegodziwością, kłamstwem, brakiem etyki i honoru – przybiera znamiona cnót obywatelskich i wylewa się z ludzi burzliwym strumieniem. Religia, wróg bolszewizmu numer jeden, staje się pośmiewiskiem, grzech – wymysłem, miłość człowieka – uczuciem szkodliwym dla państwa. A za to fałszywe świadczenie przeciw bliźniemu, krzywdzenie bezbronnego to uczynki, które stają się zasługami. Całkowity odwrót od chrześcijaństwa, jego antyteza. Umiera śmiercią naturalną opinia publiczna, a z nią przygniatające swobodę ludzką balasty: wstyd, honor, moralność, rzetelność, dobre obyczaje, poszanowanie tradycji, uprzejmość, grzeczność, schludność w mowie, w ubraniu, w mieszkaniu…” – notowała Grażyna Lipińska, harcerka, żołnierz Armii Krajowej, kilkanaście lat więziona w łagrach, zawsze wierna Polsce.

Jakże trafnie autorka przejmujących wspomnień „Jeśli zapomnę o nich” oddała istotę sowieckiej okupacji po 1939 roku. Jej celem było całkowite rozbicie istniejącego systemu polityczno-gospodarczego, zniszczenie polskiej elity państwowej i intelektualnej, czego skutkiem miała być nie tylko depolonizacja tych ziem, ale i stworzenie nowego człowieka. Trzeba było wywrócić dotychczasowy ład, uderzyć w fundamenty cywilizacji. Ale czy we współczesnym świecie nie brakuje namawiających do odrzucenia „balastu wstydu, honoru, moralności, rzetelności, dobrych obyczajów, poszanowania tradycji, uprzejmości, grzeczności, schludności w mowie, w ubraniu”? Czy rzeczy niegodziwych nie przedstawia się jako cnoty? Czy z religii nie czyni się pośmiewiska? Słowa Lipińskiej dotyczą rzeczywistości sprzed kilkudziesięciu lat, ale pewne fragmenty brzmią złowieszczo aktualnie. Już Zbigniew Herbert się zastanawiał: „Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono/ słano kobiety różowe płaskie jak opłatek/ lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha/ lecz piekło w tym czasie było jakie/ mokry dół zaułek morderców bark/ nazwany pałacem sprawiedliwości samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce/ posyłał w teren wnuczęta Aurory/ chłopców o twarzach ziemniaczanych/ bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach…”.

Dzisiaj kusi się piękniej. Ale obraz sowieckich okupantów, którzy 17 września 1939 roku dokonali agresji na Rzeczpospolitą, jest podobny do tych z herbertowskiego piekła.

„Powolne gnicie godności ludzkiej”

„Ich wkroczenie było koszmarne. Schodzili z gór ze wszystkich stron, było ich tysiące, brudni, w długich, postrzępionych, nieobrębionych płaszczach, szli w bezładzie. Z daleka wyglądali jak robactwo. Wydawało się nam, że zwalił się na nas brud całego świata” – zapamiętała wejście do Borysławia armii sowieckiej we wrześniu 1939 r. Alina Kowalska.

Takie obrazy początku sowieckiej okupacji powtarzają się w wielu wspomnieniach. Do mieszkańców wschodnich ziem Rzeczypospolitej powróciły wspomnienia z lat 1919-1920, kiedy bolszewicy po raz pierwszy ruszyli na podbój Polski i Europy. Wtedy zostali powstrzymani. W 1939 r. w sojuszu z Adolfem Hitlerem, przywódcą III Rzeszy, Stalin postanowił dokończyć to, czego w 1920 r. nie udało się zrealizować Leninowi i jemu samemu.

Gdy niemieckie czołgi podchodziły do Warszawy, na Kremlu Stalin mówił, że Polska jest „faszystowskim państwem” i jego zniszczenie „oznacza jedno burżuazyjne, faszystowskie państwo mniej!”. W odróżnieniu od Sowietów Niemcy nie zamierzali tworzyć „nowego człowieka”. Oni potrzebowali wykwalifikowanej, wykorzenionej siły roboczej. Temu celowi służyła likwidacja elit przywódczych oraz szkolnictwa, odebranie Polakom ich własności. Mimo iż polityka eksterminacji polskiego Narodu prowadzona była przez obu najeźdźców podobnymi metodami (Palmiry – Katyń, obozy koncentracyjne – łagry), to Sowieci realizowali ją perfidniej i skuteczniej. „W ostatecznym skutku te metody sowieckie osłabiały i rozbijały naród, podczas gdy metody niemieckie łączyły go i wzmacniały” – komentował gen. Tadeusz Bór-Komorowski w „Armii Podziemnej”.

Choć nie zawsze terror był najbardziej niszczący. Autor „Drogi donikąd” – doskonałego studium zniewolenia przez komunistów – Józef Mackiewicz pisał: „Przyszło powolne gnicie godności ludzkiej, przyszła jednolita, bez zmian, bez nadziei, wykoszlawiona szaruga bolszewickiej rzeczywistości. Nikogo na razie nie bito, nie kopano, nie strzelano. To wszystko o terrorze – przesada. Po prostu tylko odebrano nagle radość życia i cel życia. A to było gorsze od terroru. Wszystkie plany, kalkulacje polityczne, przyszłość – zginęła wobec ogromu tego nieszczęścia…”.

Bolszewizm osiągnął perfekcyjną umiejętność rozbijania więzi społecznych. Wszechobecny aparat bezpieczeństwa, prawo zezwalające na karanie nie tylko za przygotowywanie czynu, ale na „jego zamiar” powodowały, iż każdy stawał się potencjalnym „wrogiem”.

„Nie było zresztą żadnej wątpliwości co do tego, że metody NKWD górowały nad gestapowskimi” – pisał przyszły komendant Bór-Komorowski. „Były one stokroć bardziej niebezpieczne i skuteczne. W każdym kraju istnieją przestępcy i mniejsza lub większa grupa oportunistów, gotowa do współpracy z władzą rządzącą, bez względu na jej pochodzenie i wartość moralną. Niemcom w ciągu pełnych pięciu lat rzadko kiedy udało się kogoś nakłonić do jawnego aktu zdrady. W okupacji sowieckiej sytuacja była zupełnie inna. Tam można było ukrywać oportunizm pod płaszczykiem zmiany przekonań politycznych. Moskale, posługując się hasłami społecznymi, a nie narodowymi, znaleźli kolaboracjonistów i dzięki temu potrafili przeniknąć głęboko w życie społeczeństwa”.

Wydrzeć dzieci rodzicom


W XIX wieku pod zaborami ostoją polskości były dwory, polskie domy. „Twierdzą nam będzie każdy próg!…”. Bolszewikom się nie oparł. „Nasze domy przestały być przystanią, opoką. Nie można w nich było spokojnie oddychać, skoro rekwirowano pokoje dla NKWD-zistów, oficerów i ich rodzin… Żyliśmy w ’wielkim strachu’ pouczani o wyższości komunizmu nad ustrojem pańskiej Polski” – wspominała Krystyna Oppenauer-Śreniowska.

Ilustracją totalnej ingerencji w życie prywatne stały się „wybory” przeprowadzone już w miesiąc po sowieckiej agresji, co miało nadać zaborowi połowy terytorium Rzeczypospolitej legalny charakter. Sporządzono dokładne spisy wyborców i skrupulatnie sprawdzano obecność na wiecach. NKWD wyznaczyło tzw. dziesiętników – funkcjonariuszy kontrolujących 10 rodzin lub domów, „przygotowujących” ich mieszkańców do głosowania. Sowieccy żołnierze odwiedzali mieszkania i przypominali ludziom o obowiązku głosowania, a wieczorem doprowadzali tych, którzy nie oddali jeszcze głosu.

Za konstruowanie sowieckiego człowieka zabrano się od najmłodszych lat. „Musimy wydrzeć dzieci złym wpływom rodziny. Musimy je wziąć pod nasze skrzydła, mówiąc jasno – znacjonalizować. Już od pierwszych dni życia znajdą się pod zbawiennym wpływem komunistycznych przedszkoli i szkół. Tu nauczą się abecadła komunizmu. Tu wyrosną na prawdziwych komunistów” – takie były cele oświaty w Związku Sowieckim i szybko zaczęto je realizować na okupowanych terenach. Sowietyzację musiało poprzedzić zniszczenie szkolnictwa polskiego: upaństwowienie i likwidacja szkół prowadzonych przez Kościół. Początkowo wykorzystywano przedwojenną kadrę, z wyjątkiem nauczycieli najbardziej zaangażowanych w działalność niepodległościową, których aresztowano. Pozostawiono także stare podręczniki, z programów usuwając jedynie naukę religii, historii, geografii Polski oraz łaciny i greki. Zerwano krzyże i emblematy państwowe oraz wizerunki przywódców II Rzeczypospolitej, zastępując je portretami Stalina, Lenina, Marksa, Engelsa, Mołotowa oraz czerwonymi gwiazdami, sierpami i młotami. Na miejsce starych, wykwalifikowanych nauczycieli – mających za sobą długoletnią praktykę w nauczaniu, sprowadzono młodych niedoświadczonych komsomolców. „Płonęli oni wszyscy nienawiścią do tego, co miałoby chociaż coś wspólnego z Polską, rodziną i religią. Swój sposób myślenia, swoje poglądy na świat starali się przekazać na uczącą się młodzież, na dzieci”.

„Spowici jedną ojczyzną”

Jeżeli pod niemiecką okupacją kolaboracja została wyraźnie napiętnowana, a sam okupant nie liczył na akceptację Polaków, to zupełnie inaczej było na Kresach. Sowietów wsparli liczni kolaboranci spośród lewicowej i komunizującej inteligencji. Jerzy Putrament zapewniał: „Ambicją moją jest w całej pełni zasłużyć na zaszczytny tytuł pisarza radzieckiego”. Adam Ważyk odkrywał, jak „mądrość Stalina rzeka szeroka, w ciężkich turbinach przetacza wody”… Stanisław Jerzy Lec nie ukrywał radości: „Przywitajmy się dzisiaj spowici jedną ojczyzną. (...) i wolność, która nas odurza”. Jak ta „wolność odurzała”, przekonali się polscy oficerowie w Katyniu, Charkowie i Miednoje, a wcześniej ofiary pacyfikacji w kresowych miastach, nie wspominając o setkach tysięcy wywożonych na „nieludzką ziemię”.

We wrześniu 1940 roku, w rocznicę napaści Armii Czerwonej na Polskę, wstąpiło do Związku Sowieckich Pisarzy Ukrainy i Białorusi kilkudziesięciu ludzi pióra. „Stanisław Jerzy Lec, Adam Ważyk, Julian Przyboś i Mieczysław Jastrun podpisali volkslistę – tytuł taki brzmiałby szokująco, toteż nigdzie go nie znajdziemy. A jednak nie byłby nieprawdziwy: w roku 1940 wymienieni tutaj pisarze (i niestety, nie tylko oni) wpisali się na listę zdrajców. Po wojnie nie byli za to prześladowani, a przeciwnie – sowicie nagradzani. Lista była bowiem sowiecka…” – napisał Bogdan Urbankowski, autor „Czerwonej mszy”.

Długa jest lista tych, którzy zaczynali swe komunistyczne kariery na Kresach po 17 września. Ich droga wiodła nie tylko przez członkostwo w partii komunistycznej, ale też przez NKWD i Smiersz. Po 1944 roku wjechali do Polski na sowieckich czołgach, stając się pezetpeerowską „elitą”. Zadbali, aby ich dzieci również zrobiły podobne kariery. Mimo że niektórzy później związali się z opozycją, to z domów wynieśli nienawiść do narodowej tradycji, tożsamości, Kościoła. I po latach znów stoją w pierwszym szeregu walki z „ciemnogrodem” i „faszystowską” Polską.

Dr Jarosław Szarek

"Nasz Dziennik"
Wciąż ta sama na sercu troska:Że tam gdzieś zostały trzy ziemie:Wileńska,Wołyńska i Lwowska.Jak w  nowych Księgach Pielgrzymstwa,.Genesis naszego tułactwa:Trzy ziemie, trzy ofiary największego na świecie łajdactwa