Autor Wątek: Krystyna Wańkowicz.  (Przeczytany 2487 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

LWÓW1939

  • Czytelnik
  • Wiadomości: 591
  • Płeć: Mężczyzna
Krystyna Wańkowicz.
« dnia: Październik 10, 2013, 20:17:12 pm »



9 października 1919 roku urodziła się Krystyna Wańkowicz.

Była najstarszą córką znanego wszystkich Melchiora Wańkowicza. Krystyna to kolejna kobieta-bohaterka.

Podczas okupacji studiowała historię na tajnym Uniwersytecie Warszawskim.

Była sanitariuszką w batalionie „Parasol” Armii Krajowej. Później została także łączniczką – najpierw Stanisława Leopolda, później Janusza Brochwicza-Lewińskiego „Gryfa”.

W momencie wybuchu powstania warszawskiego, Wańkowicz nie wahała się ani chwili i wraz z innymi stanęła do walki. Niestety zginęła w szóstego dnia walk, które toczone były wówczas nieopodal cmentarza kalwińskiego na Woli.

Śmierć dziewczyny widział dowódca „Gryf”. Wspomnienia te zostały później opisane w książce Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm pt. „Opowiesć „Gryfa”. Ostatnie dni Krystyny Wańkowiczówny”:

Na Żytniej były tak samo pozycje z karabinami maszynowymi, worki z piaskiem na balkonach, strzelanie z okna. Niemcy przelatywali trochę dalej od tego domu przez ulicę, z jednej strony na drugą, i było bardzo dobre pole ostrzału. Mieli tak samo czołg, który był zniszczony przez nas butelkami zapalającymi. Walczyliśmy dosyć długo tam. Oceniłem bardzo dobrze punkt, który dawał mi dobrą pozycję ogniową; mogłem stamtąd walczyć, widok był dobry i cele były dobre. Niestety, rozkaz przyszedł, żebym się wycofał, bo już Wola się kończyła i przechodziło się na cmentarze stamtąd. Niechętnie ten rozkaz wykonałem. Nie wykonałem go w całości; wykonałem tyle, że dałem rozkaz, żeby siedmiu ludzi z mojego oddziału wyszło tylnymi drzwiami z domu na cmentarz kalwiński, przez boczną bramę, która do tej pory egzystuje – często ją widziałem, jak były filmy telewizyjne robione. Niestety, obserwator niemieckiej baterii moździerzy ciężkich zauważył gdzieś z ukrycia – może siedział na drzewie albo wysoko gdzieś – tych moich siedmiu ludzi, którzy siedzieli pod murem cmentarnym od wewnętrznej strony. W tym czasie salwa z moździerza upadła w środek i zabiła mi tych siedmiu ludzi. Zginęła tam Krystyna Wańkowiczówna, pseudonim „Anna”. To mnie bardzo uderzyło, śmierć moich ludzi i śmierć jej tak samo, tak że to ciężko przeżyłem i zawsze pamiętam o tym. Był straszny widok – jej poszarpane zwłoki, więc zdjąłem z siebie panterkę i przykryłem to; później pochowaliśmy ich. Niestety, to ciało było w jakimś późniejszym okresie wyjęte z tego miejsca, gdzie było pochowane, z tego dołu. Owinięte było jakimś kocem. Pani Wańkowiczowa i Melchior Wańkowicz skontaktowali się ze mną, jak byłem w Anglii; musiałem plany rysować i dać im informację, bo byłem naocznym świadkiem śmierci ich córki. Niestety, poszukiwania nie dały rezultatu i do tej pory to ciało nie zostało znalezione. Nie wiem, co się stało, nie mogę na to odpowiedzieć. W swojej książce „Ziele na kraterze” on bardzo ładnie opisał walki na Żytniej i sylwetkę córki, którą bardzo kochał i cenił. Jest opisana w innych książkach tak samo. W monografii „Parasola” jej autor Piotr Stachiewicz, nasz kolega, też pisze o tym. Relacje świadków naocznych dołączone są – parę sanitariuszek widziało to i piszą w ten czy inny sposób. To są rzeczy, które bardzo precyzyjnie były odtworzone i są prawdziwymi zeznaniami z tego okresu. Dzisiaj, po sześćdziesięciu latach, jest bardzo trudno kogoś znaleźć i odtworzyć to czy poszerzyć. Nie wiem, czy to jest możliwe, bo liczba ludzi, którzy byli czy w pałacyku Michla, czy na Żytniej, zmniejsza się, jest bardzo mała. Z Żytniej – został „Brzoza” tylko i „Hołownia”, który jest w Anglii. „Bartnik” wtedy już ode mnie się odłączył. Nie wiem, gdzie on był – w innym miejscu gdzieś. Tak że dwie osoby tylko żyją, które mogłyby jakieś relacje dodać do tego, co ja mówię.

Krystyna Wańkowicz zginęła 6 sierpnia 1944 roku.

J.K.                                                                                                                                                                                         Kresowiacy.com
Wciąż ta sama na sercu troska:Że tam gdzieś zostały trzy ziemie:Wileńska,Wołyńska i Lwowska.Jak w  nowych Księgach Pielgrzymstwa,.Genesis naszego tułactwa:Trzy ziemie, trzy ofiary największego na świecie łajdactwa

piechur

  • Czytelnik
  • Wiadomości: 3
    • Doradca
Odp: Krystyna Wańkowicz.
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 10, 2017, 05:21:39 am »
Krystyna Wańkowicz i inne dziewczyny powstańcze, nie wspominając o takich jak "Inka" no i oczywiście o chłopakach - walecznych patriotach... Tak się czasem zastanawiam, czy i obecnie znalazłby się taki odsetek podobnych do nich. na wojnie i po wojnie straciliśmy bardzo dużo dobrego "materiału" genetycznego - patriotycznego, wielu z tych ludzi nie zdążyło pozostawić po sobie potomków. 
« Ostatnia zmiana: Sierpień 10, 2017, 05:22:07 am wysłana przez piechur »